
|
|
|
W tamtym roku niedługo po wakacjach przyszedł czas, abym w końcu poznał rodziców mojej dziewczyny. Mieli przyjechać w odwiedziny do miasta, gdzie studiujemy.
Przyjechałem do niej z samego rana, bo mieli być tam przed południem. Moja dziewczyna wyszła do sklepu, żeby kupić jakieś ciasto. Ja zostałem w mieszkaniu sam i coś czytałem na jej komputerze. Pomyślałem, że to świetny moment, aby zrobić kupę, póki jestem sam. Powstrzymywałem się już od dłuższego czasu, bo krępuję się załatwiać się u niej. Jej mieszkanie jest bardzo małe, to pokój z aneksem kuchennym i łazienką. Wszystkie ubikacyjne odgłosy są wszędzie doskonale słyszalne.
Gdy skończyłem z przerażeniem odkryłem, że skończył się papier toaletowy. Rozejrzałem się, sprawdziłem w szafce - nic. Wyszedłem z łazienki z opuszczonymi spodniami i w panice rozglądałem się za czymś, czym można się podetrzeć. Nic, nawet głupiej chusteczki. Przecież nie wytrę się w zasłonkę. W desperacji chwyciłem worek z krojonym chlebem. Nie mogłem dłużej zwlekać, a nic co by się lepiej nadało nie znalazłem.
Uff, nadało się. I to jak dobrze. Kromki miały idealną fakturę, były takie delikatne. Nie za twarde, nie za miękkie. Zużyłem chyba pół worka. Minusem za to było, że musiałem spuszczać wodę wiele razy i pomagać sobie szczotką.
Wychodzę z resztą chleba w ręce z łazienki, a tu moja dziewczyna wraz z rodzicami. Stoją i patrzą na mnie z obrzydzeniem. W całym mieszkaniu smród, a ja z tym chlebem wyglądam jakbym sobie zakąszał srając. Jak jakaś świnia.
Nie mogłem dopuścić, aby wywrzeć takie złe pierwsze wrażenie. Wyjąkałem, że nie jadłem, tylko nie miałem czym się podetrzeć. To był błąd, zaraz się zorientowałem po ich minach, jak do nich dotarło, że podcierałem się chlebem.
Nic już więcej nie mówiłem tylko wyszedłem. Parę tygodni potem zerwaliśmy, może to i lepiej, bo uniknąłem drugiego podejścia do poznawania jej rodziców.
GOŁDAP. W piątek około godziny 16.00 oficer dyżurny Komendy Powiatowej Policji w Gołdapi otrzymał informację, że do jednego z banków w mieście wszedł młody mężczyzna, który oznajmij personelowi, że to napad. Sprawca nie przyszedł z pustymi rękami. Rabunku próbował dokonać za pomocą... widelca. Towarzyszył mu kolega, który nagrywał całe zdarzenie.
Policjanci po przyjęciu zgłoszenia rozpoczęli poszukiwania sprawców. Funkcjonariusze ustalili, jak wyglądali nastolatkowie, ustalili również numer rejestracyjny samochodu, którym przyjechali. Podjęte czynności zakończyły się ich zatrzymaniem: Podczas przesłuchania Radosław S. oraz Piotr R. przyznali kryminalnym, że zrobili to dla żartów. Teraz za swój żart mogą ponieść surowe konsekwencje. 17-latkowie usłyszeli zarzut usiłowania rozboju. Kodeks karny przewiduje za to karę nawet 12 lat pozbawienia wolności.