📌 Ukraina ⚔️ Rosja Tylko dla osób pełnoletnich - ostatnia aktualizacja: 3 minuty temu
Wrzesień 2013
PN WT ŚR CZ PT SO ND
1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30
Październik 2013
PN WT ŚR CZ PT SO ND
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
Listopad 2013
PN WT ŚR CZ PT SO ND
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30

Jakiś czas temu babcia opowiedziała mi historię o masowej eksterminacji Ż__ów przez nazistów w lesie niedaleko miejscowości, gdzie mieszkam. Postanowiłem więc trochę poszukać i udało mi się znaleźć więcej informacji na ten temat.

Wszystko działo się od października 1940 do 1944 roku. Wg różnych źródeł pochowano tam od 3000 do 8000 ludzi, z czego część przywożona była z komór gazowych, a część mordowana na miejscu. Babcia opowiadała, że razili prądem, ale jedną z okrutniejszych śmierci było "gotowanie" w wapnie.

Poniżej podrzucam przerażającą relację naocznego świadka, Polaka, który został zmuszony do pracy przy zakopywaniu ciał.

Cytat:

Zaprowadzono nas na polanę (.....). Polana ta nie była tak zarośnięta jak dzisiaj. (....) W poprzek polany były wykopane dwa doły. Pierwszy bliżej duktu miał długości około 8 metrów, szerokości 6 m i głębokości z górą na jakieś dwa metry. Prawie równolegle do niego, na drugim końcu polany, przez całą jej szerokość, był wykopany drugi dół tej samej głębokości, szerokości na 6 metrów, a długi na 15 metrów, pomiędzy tymi rowami była przestrzeń wolna. (.....) Naokoło polany, z wyjątkiem krańca od strony skrzyżowania duktów, stały i siedziały gromady Ż__ów. Ilości ich określić nie umiem, gdyż stali między drzewami. (......) W tłumie tym były kobiety, mężczyźni i dzieci, matki z dziećmi na rękach. Czy byli to Ż__zi tylko z Polski, nie umiem powiedzieć. Mówiono mi potem, że pochodzili z Zagórowa. Między nimi poznałem jednego krawca i jednego sklepikarza z Konina, lecz nazwisk ich nie umiem podać. Dukty, polana i las dookoła roiły się od gestapowców. (.....) Na dnie większego rowu widziałem warstwę grud niegaszonego wapna. Jakiej grubości była ta warstwa, tego nie wiem. W mniejszej mogile wapna nie było, gestapowcy uprzedzili nas, że las jest otoczony przez nich i pilnowany i jeśli będziemy uciekać, dostaniemy kulę w łeb. Wówczas kazali gestapowcy rozbierać się zebranym Ż__om. Najpierw tym, którzy stali obok rowu dużego. Wtedy kazali nagim wchodzić między oba doły i wskakiwać do większego dołu. Jedne matki wskakiwały trzymając dzieci, inne rzucały dzieci do rowu same, jeszcze inne odrzucały dzieci osobno do dołu i wskakiwały osobno. Niektóre czołgały się u nóg gestapowców, całując ich buty, kolby karabinów itp. Nam kazano chodzić pomiędzy Ż__ami stojącymi obok mogił i zbierać porozrzucane ubranie i obuwie. Widziałem sceny jak gestapowcy podchodzili do miejsc, w których myśmy składali na kupki zegarki, pierścionki i w ogóle wszelką biżuterię, brali stamtąd garściami te rzeczy i pchali sobie do kieszeni. Widząc to, niektórzy z nas i ja z nimi, przestaliśmy składać cenne przedmioty na gromadki, lecz zegarki i pierścionki rzucaliśmy umyślnie dalej w las.

W pewnym momencie gestapowcy kazali zaprzestać dalej rozbierać się Ż__om, gdyż dół był już pełen. Widać w nim było tylko z góry gęsto stłoczone głowy. Ci z Ż__ów, którzy się pośpieszyli i już byli rozebrani, byli wrzucani przez gestapowców do dołu na głowy tym, co tam byli wtłoczeni. (.....) Nadjechało auto ciężarowe od strony szosy i zatrzymało się przy dukcie na polanie. Na aucie zauważyłem cztery jakby kadzie. Następnie Niemcy ustawili motorek, który był prawdopodobnie pompą, połączyli go wężem z jedną z kadzi, a dwóch gestapowców przeciągnęło wąż od motorka do dużego dołu. Motorek puścili w ruch i tych dwóch gestapowców trzymających węże zaczęło polewać czymś Ż__ów stłoczonych w dużym dole. Myślę, że to była woda, tak wyglądała, lecz na pewno nie wiem. W miarę pompowania przekładano węże do pozostałych kadzi. Widocznie wskutek lasowania się wapna ci ludzie zaczęli się żywcem w dole gotować, powstał taki niesamowity krzyk, że my którzy siedzieliśmy przy ubraniach, darliśmy te szmaty i wtykali sobie w uszy. Do strasznego krzyku gotujących się w dole ludzi dołączył niesamowity krzyk i lament Ż__ów, którzy czekali na swoje stracenie. To trwało może dwie godziny, pewno i dłużej (......).

Na drugi dzień rano kazali nam gestapowcy zakopywać dół duży ziemią. Masa ludzka, która w nim była, jakby się uległa i opuściła ku dołowi. Ciała były tak stłoczone, że nadal wciąż trzymały się zwłoki jakby w pozycji stojącej, tylko głowy były poprzechylane na wszystkie strony. Dół zasypaliśmy niedokładnie, sterczały z niego jeszcze ręce niektórych trupów, jak przerwano nam zasypywanie, dlatego, że nadjeżdżać zaczęły samochody ciężarowe i na te samochody kazano nam rzucać posegregowane rzeczy (....). Już po południu zajeżdżał kilkakrotnie na polanę samochód w rodzaju dużej karetki pogotowia – ciemnoszary, otwierany z tyłu, i z wnętrza jego po otwarciu drzwi wysypywały się trupy ludzkie mężczyzn i kobiet, dzieci – również Ż__ów. To szare auto obracało przy mnie trzy razy, w odstępach może godzinnych. Czy zajeżdżało jeszcze, gdy mnie zabrano z polany, nie wiem. Trupy wysypujące się z tego auta były poszczepiane ze sobą jakby w konwulsyjnych uściskach, wykrzywionych pozycjach, z poogryzanymi nieraz twarzami. Widziałem jak jeden wpił się drugiemu zębami w szczękę, inni mieli poobgryzane nosy lub palce. Dużo wśród nich konwulsyjnie trzymało się za ręce, widocznie stanowili rodzinę. Te zwłoki kazali nam gestapowcy rozrywać, a gdy się to nie udawało, rozrąbywać, odcinając ręce, nogi i inne części. Następnie musieliśmy układać te trupy w mniejszym rowie na polanie, warstwami, ciasno obok siebie, na przemian głowami raz w jedną, raz w drugą stronę. Odrąbane członki kazano nam utykać między ciałami. Przy mnie nałożono trzy takie warstwy, a jedno auto było jeszcze nie rozładowane. (....) Zwłoki przywożone w szarym aucie były widocznie ludzi zagazowanych. Z wnętrza auta i z ubrań czuć było gaz.

Przypominam sobie jeszcze z polany podczas tracenia Ż__ów – jeden z gestapowców wziął małe dziecko z rąk matki i roztrzaskał w jej oczach główkę o brzeg auta, a gdy matka krzyczała, cisnął w nią główką tego dziecka tak, że mózg zalepił jej usta. Następnie wziął coś jakby wapno lub gips z auta i tym zamazał jej usta. W ten sam sposób postępowano z innymi kobietami, które mocno krzyczały. Widziałem jak jeden z gestapowców chwycił młodą, ładną Ż__ówkę, związał jej ręce w tył, przedtem zdarłszy z niej suknię w ogóle bieliznę i za te ręce powiesił na drzewie, następnie nożem tzw. Fińskim pociął jej prawą pierś na plasterki, potem rozciął jej brzuch i grzebał w jej wnętrznościach. Ż__ówka ta skonała na drzewie.



Babcia opowiadała, że zaraz po wojnie ludzie poszli zobaczyć, co się tam działo - ziemia w miejsach dołów się uległa i widać było jeszcze ludzkie ręce wystające z ziemi...

Zdjęć z czasów wojny niestety nie mam. Podrzucam więc zdjęcia (z Wikipedii, ale mojego autorstwa), jak to wygląda obecnie.





Więcej zdjęć na Wikimedia Commons.

Źródło: Wikipedia, Wirtualny Sztetl.

Wojna radziecko-chińska

premium1222013-10-18, 20:44

Od 23 stycznia 1969 roku zaczęły narastać incydenty graniczne nad rzeką Ussuri. Już wcześniej niewielkie oddziały chińskie wkraczały na skutą lodem rzekę, dochodziło do wymiany ognia z pogranicznikami radzieckimi w rejonie wyspy Damanskij, rozrzucano materiały propagandowe, dochodziło do walk wręcz. Pogranicznicy radzieccy otrzymali kategoryczny zakaz używania broni, gdyż władze moskiewskie uznały, że eskalacja działań jest niepożądana.
2 marca 1969 roku doszło do pierwszego poważnego incydentu. Gdy grupa radzieckich pograniczników wyruszyła na Damanskij w celu przepędzenia ok. 30 chińskich żołnierzy ze spornej wyspy, Chińczycy otworzyli ogień z moździerzy i ciężkich karabinów maszynowych, a z ukrytych wokół wyspy pozycji wyszły na pole walki siły liczące pół tysiąca ludzi. Zaskoczeni i szybko zdziesiątkowani Rosjanie bronili się przez ponad pół godziny, do czasu gdy przybyły posiłki wyposażone w transporter opancerzony BTR-60. Chińczycy zostali zmuszeni do wycofania półtorej godziny później. Spośród 56 radzieckich pograniczników zginęło 31, a 14 odniosło rany.

Druga bitwa miała miejsce 15 marca rano, gdy chińska artyleria rozpoczęła ponowny atak na Damanskij, następnie kilkuset żołnierzy z 24. Pułku Piechoty Chińskiej Armii Ludowo-Wyzwoleńczej rozpoczęło szturm. Wyspy broniło 60 pograniczników, siły chińskie to 5000 żołnierzy. Od razu na pole walki skierowany został oddział posiłkowy radzieckiej straży granicznej w sile 3000 ludzi. Oddział posiłkowy, wsparty trzema czołgami T-62, zdołał przełamać linię atakujących, ale nie przyniosło to rozstrzygnięcia. O godz. 17:00 pozycje chińskie ostrzelały samobieżne wyrzutnie BM-21 Grad, co spowodowało, że Chińczycy zostali powstrzymani. Po drugiej bitwie o wyspę Damanskij ZSRR podało liczbę 27 zabitych i 80 rannych, a straty chińskie oszacowano na 800 poległych. Chińczycy ogółem ocenili straty radzieckie na 250 żołnierzy i 17 pojazdów, zaś własne na 100 ludzi.
Konflikt ten rozszerzył się aż na pustynny teren Kazachstanu, gdzie 13 sierpnia w okolicach Żałanoszkol w obwodzie semipałatyńskim granicę przekroczyło 300 chińskich żołnierzy. Po godzinnej bitwie Chińczycy wycofali się, ponosząc ciężkie straty. Rosjanie poinformowali o 2 zabitych i 11 rannych. W ZSRR rozważano możliwość prewencyjnego ataku rakietowego na chińskie instalacje jądrowe. Walki chińsko-radzieckie trwały do końca kwietnia 1969 roku. Zginęło co najmniej 48 żołnierzy radzieckich i być może nawet 1000 Chińczyków.

Wcześniej, 6 czerwca 1969 r. dziennik „Renmin Ribao” napomknął o możliwości wybuchu chińsko-sowieckiej wojny atomowej! Zachodnie służby wywiadowcze donosiły z Chin o trwającej ewakuacji zakładów przemysłowych z rejonów nadgranicznych, o masowym wznoszeniu fortyfikacji oraz schronów dla ludności cywilnej. Po obu stronach granicy trwała koncentracja wojsk. Latem 814.000 żołnierzy chińskich stanęło naprzeciw 658.000 Sowietów.

Wojna nie wybuchła. We wrześniu 1969 r. doszło do spotkania premierów Alieksieja Kosygina i Zhou Enlaia. W następnym miesiącu rozpoczęły się rokowania z udziałem wiceministrów spraw zagranicznych obu państw. Niemal z dnia na dzień na pograniczu zrobiło się spokojniej.

*Artykuł mocno skrócony bo ponoć długich tekstów nikt nie lubi.

W Dniu Wszystkich Świętych zmarł w Ameryce Paul Tibbets – generał us-airforce, pilot bombowca, który w 1945 r. zrzucił bombę atomową na Hiroszimę.
Oficjalnie wiadomo, że Tibbets nigdy nie wyraził żalu z powodu roli, jaką odegrał w tym dramacie. Wręcz przeciwnie, zapewniał, że jest z niej dumny, że nie nękają go koszmary senne. Jeszcze dwa lata temu oświadczył publicznie: „Jeżeli byłyby takie same okoliczności – tak, psiakrew, zrobiłbym to znowu!”
***
Zawsze intrygował mnie ten człowiek. W zasadzie trudno mu wiele zarzucić. Była wojna, on służył w wojsku. Otrzymał rozkaz i wykonał go. To nie na nim spoczywa odpowiedzialność. To nie on zaplanował cel i metodę.
Jednak, mimo wszystko, ciekawiło mnie, co były pilot czuł przez te wszystkie lata? Jakie, tak naprawdę, miał sny?
***
Dzisiejsza łatwość zabijania bierze się, między innymi, z utraty bezpośredniego kontaktu z ofiarą. Dawniej trzeba było wroga zarąbać mieczem, czy toporem. Widzieć jego rany. Patrzeć mu w oczy.
Dzisiaj żołnierz strzela do odległej, nie raz ledwie widocznej sylwetki, przypominającej śmieszną, poruszającą się kukiełkę. Porusza palcem na spuście, a wtedy kukiełka przewraca się.
Pułkownik Tibbets miał jeszcze bardziej komfortowe warunki. Nie widział ludzi, których zabijał. Nie słyszał ich krzyku – tam, na dole... Krew nie obryzgała chmur…
***

Nie chcę oceniać jego czynu. Za zrzuceniem bomby A przemawiają mocne argumenty, szczególnie ten, że nuklearny wybuch przekonał Japończyków o bezsensie stawiania dalszego oporu i skłonił ich do kapitulacji. Gdyby nie atomowy grzyb nad Hiroszimą, wojna trwałaby o wiele dłużej, zaś ofiar byłoby znacznie więcej. Niestety, sami tak skonstruowaliśmy nasz świat, że czasem trzeba popełnić potworność, aby zapobiec potwornościom jeszcze większym.
Mowa oczywiście o nalocie na samą Hiroszimę. Późniejszy o trzy dni nuklearny atak na Nagasaki (wykonany przez inną załogę) był już niepotrzebną masakrą, a przy tym wyjątkowym łajdactwem – unicestwiono tam największe w kraju samurajów skupisko katolików, skonfliktowanych z rządzącymi Nipponem szintoistami, mocno prześladowanych. To trochę tak, jakby w ramach walki z III Rzeszą zrzucić atomówkę na okupowaną przez Niemców Warszawę…
***
Tibbets był żołnierzem, rozkazy miał wykonywać, a nie dyskutować o ich zasadności. Jakoś jednak nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ta jego powojenna poza, styl „tok-szołowego” twardziela, była strategią obronną, ratującą go przed popadnięciem w szaleństwo. Świadomość, że żywcem usmażyłem jakieś osiemdziesiąt tysięcy cywilów, a dziesiątki tysięcy skazałem na powolne umieranie na chorobę popromienną, dla normalnego człowieka jest trudna do udźwignięcia. Normalnemu człowiekowi ta świadomość mogła (a nawet powinna) trochę zakłócać spokój ducha. Nawet mimo wiary w słuszność samej decyzji.
***
Co naprawdę grało w duszy eksterminatora Hiroszimy, wiedział tylko on sam. W Dniu Wszystkich Świętych spojrzał wreszcie swym ofiarom prosto w twarz.

Oznaczenia wiekowe materiałów są zgodne z wytycznymi
Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji

Oświadczam iż jestem osobą pełnoletnią i wyrażam zgodę na ukrycie oznaczeń wiekowych materiałów zamieszczonych na stronie
Funkcja pobierania filmów jest dostępna w opcji Premium
Usługa Premium wspiera nasz serwis oraz daje dodatkowe benefity m.in.:
- całkowite wyłączenie reklam
- możliwość pobierania filmów z poziomu odtwarzacza
- możliwość pokolorowania nazwy użytkownika
... i wiele innnych!
Zostań użytkownikiem Premium już od 4,17 PLN miesięcznie* * przy zakupie konta Premium na 6 miesięcy. 6,00 PLN przy zakupie na jeden miesiąc.
* wymaga posiadania zarejestrowanego konta w serwisie
 Nie dziękuję, może innym razem