📌 Ukraina ⚔️ Rosja Tylko dla osób pełnoletnich - ostatnia aktualizacja: 2 minuty temu
Wrzesień 2013
PN WT ŚR CZ PT SO ND
1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30
Październik 2013
PN WT ŚR CZ PT SO ND
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
Listopad 2013
PN WT ŚR CZ PT SO ND
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30

Podatek

konto usunięte2013-10-12, 18:56
– Jaki podatek płaci elektryk?
– Wat.

Z ostatniej wyprawy na grzyby...

konto usunięte2013-10-12, 17:44


Ktoś albo nie do końca ubrał albo rozebrał drzewo.
Zresztą rzeczywiście, drzewo niczego sobie...

Nie szukałem, bo moje (nie drzewo, tylko zdjęcie)
Witam, jako że zauważyłem temat, z polskim reprezentantem hardstyle, który mnie zainteresował, postanowiłem zrobić taki temat, o polskich reprezentantach dubstepu/dnb/electro hosue.
Piszę z miejsca, jak ktoś nie lubi muzyki elektronicznej, niech scrolluje dalej i zostawi temat
tym, co go lubią.

1.Xilent

Xilent (Eryk Kowalczyk), producent muzyki dubstep, d'n'b i electro house, zamieszkały w Wielkiej Brytanii, pochodzący z Warszawy.

Najbardziej znany jest jego utwór to "Choose Me II", wydany w dniu 16 maja 2011, który zadebiutował na # 1 miejscu na wykresie Dubstep Beatport i był przez 3 miesiące w TOP 5.Utwór został również wybrany jako "Next Hype" Zane Lowe utworu na antenie BBC Radio 1.
Xilent został nominowany jako "Najlepszy świeży producent" przez Drum and Bass Awards Arena w 2011 roku.
Obecnie współpracuję z wytwórnią "AudioPorn Records".

Eryk swoją przygodę z muzyką elektroniczną, zaczął w wieku 9 lat, za pomocą Propellerhead Rebirth RB-338, począwszy od techno, przez breakbeat, gdzie znalazł później swoje miejsce w d'n'b, zainspirowany takimi artystami jak DJ Rap, Future Cut, Calyx i Concord Dawn.
Xilent grał także na perkusji w kilku zespołach hardcore punkowych, takich jak Fast Forward.

Wiele jego tracków, ujrzało światło dzienne, uderzając w TOP listę utworów D'N'B, jeden z nich był oceniony jako "Jeden z najlepszych tracków 2009r" a nawet "Hymn Drum'n'Bassu"
- (‘Terminal’, Ammunition Rec., ocenione przez TrackItDown).

Xilent spędził następne trzy lata w Edinburgh (Szkocja), gdzie studiował Inżynierie Oprogramowania na Uniwersytecie, gdzie współpracował w wielu międzynarodowych studiach jak Beta Recordings managed, Ammunition Recordings, Mindtech Recordings i wielu innych, W Grudniu 2009r, Xilent zagrał jego pierwszy w życiu koncert, w Łodzi.

w 2011 roku, Xilent zaczął współpracę z AudioPorn Records.





2.Radikal Guru

Radikal Guru (Dubbed Out / Cork, Irlandia) to producent, dj i instrumentalista urodzony w północnej Polsce. Od ponad 3 lat mieszka w Cork (Irlandia), gdzie regularnie tworzy dubstepowe anthemy z których słynie mieszając dźwięki reggae z dubstepem. Duży wpływ na jego działalność maja prekursorzy muzyki Dub tacy jak King Tubby, Lee Scratch Perry czy Scientist . Swoją przygodę z produkcją zaczynał w 2004 roku od tworzenia Trip Hopu, Jungle czy szeroko pojętej elektroniki. Następnie rozwijał swój warsztat producencki eksperymentując z dźwiękami muzyki etnicznej środkowego i dalekiego wschodu.

W 2005 roku zebrał wystarczającą ilość materiału aby wydać swój pierwszy album demo "The East-West Connection", który samodzielnie promował w Internecie. Po przeprowadzce do Irlandii, gdzie odkrywa świat muzyki dub, dubstep i szerokie spektrum „sub generes” następuję ciągły progres w rozwoju tworzonych przez niego dźwięków. W 2008 roku podpisuje kontrakt z wytwórnią Z-Audio i wydaje swoje produkcje nakładem labelu Dubbed Out Records.

Jego pierwszym wydawnictwem był dubstepowy remix legendarnego utworu Max Romeo „Chase The Devil” który uzyskał świetny odbiór wśród słuchaczy w całej Europie. Kolejne świetne i oryginalne utwory oraz remiksy jego autorstwa przynoszą mu olbrzymią rozpoznawalność oraz uznanie zarówno na scenie Dubstep jak i Dub/Reggae.

Dwa jego świetne utwory znalazły się na składance „Dub Out Of Poland 3” w tym utwór „Dread Commandments” otwierający ten krążek.





3.Brainpain

Brainpain (Jakub Tobiański) tworzeniem muzyki zajmuje się od ponad 10 lat. Jego debiutanckie wydanie miało miejsce roku 2008 - Zero Tolerance EP (Mindsaw), od tego też roku należy do grupy Violent Tendencies (ekskluzywny kontrakt z Mindsaw i Dubsaw). Od roku 2009 wspólnie z Xzist'em prowadzi niezależny label drum and bass'owy Mindsaw Recordings oraz jego sublabel dubstepowy Dubsaw Recordings.



Dla ciekawskich:

Radikal Guru gra koncert w Sopocie, 15 listopada, a Brainpain 18 października w Warszawie (Gwiazda wieczoru: Black Sun Empire) i 9 listopada w Katowicach.

Anglicy oburzeni "antypolskim" zachowaniem komenta

konto usunięte2013-10-12, 18:40
Ciekawa sytuacja, bo ty razem zaczął się krzyk nie o obrażanie kozojebców czy asfaltów, a Polaków :3

Anglicy są oburzeni słowami o Polakach, które komentator stacji ITV wypowiedział na zakończenie meczu eliminacji MŚ w Brazylii Anglia-Czarnogóra.



Cytat:


Jak podaje TVN24, gdy Anglicy prowadzili 4:1 z Czarnogórą, komentator sportowy Adrian Chiles stwierdził, że wtorkowy mecz Anglia-Polska na Wembley nie będzie dla Polaków wyjazdowym, bo na trybunach będzie się można spodziewać tysięcy Polaków mieszkających w Wielkiej Brytanii. - Mam nadzieję, że to oni będą płakać po meczu - powiedział drugi komentator i wieloletni ekspert Lee Dixon. Na to odparł Chiles: - Ostrożnie, uważaj, właśnie remontują mi mieszkanie.

W internecie zawrzało. Oficjalne konto Twitter.com stacji zostało zasypane komentarzami oburzonych Anglików, którzy zarzucili Chilesowi rasizm i antypolskie zachowanie - podaje TVN24. "Niesmaczny żart" - skomentował słowa komentatora brytyjski "The Telegraph". Jak podaje gazeta, stacja ITV nie odniosła się wczoraj do zarzutów angielskich kibiców pod adresem jej komentatora.



wprost.pl/ar/420500/Anglicy-oburzeni-Komentator-zadrwil-z-Polakow/

Permanetna inwigilacja.

konto usunięte2013-10-12, 20:33
Witam, przeglądałem sobie stronę: wouldisurviveanuke.com/

która służy do szacowania, twoich szans na przeżycie w razie ataku nuklearnego. I bardzo mnie ona zszokowała, ale nie tak jak może wam się wydawać.

Oparta jest na mapach googlę, wpisuje się miasto i i kraj, i czeka na wyniki. Akurat wpisałem Wrocław bo jest blisko mnie. (Jakieś 40 km)
Niby wszystko ok, wyskoczyło mi że nie żyje i już dawno wyparowałem, wszystko ok, naciskam guzik "Use My Location" i tutaj szok.

Wyskoczył mi adres, który zgadzał się co do bramy. Nie zdziwiło by mnie to tak bardzo gdyby nie to, że:

- Mój laptop nie ma GPS-a
- Mam zmienne IP.
- Laptop korzysta z neta po kablu, a nie z sieci podłączonej do karty sim, czy jakiegoś mobilnego gówna.

Nie wiem jak oni to zrobili więc chciałbym aby ktoś wytłumaczył mi jak to możliwe, najlepiej ekspert od tych spraw. Jeżeli mi nie wierzycie sami sprawdźcie tą stronkę od nuklearnych zabaw.

Jedyne co mi przychodzi na myśl to permanentna inwigilacja. Przecież bez problemu można to wykorzystać do śledzenia ludzi, można też iść o krok dalej, włamać się do kamerki internetowej!



Można też podłożyć jakiegoś keyloggera. O ile taki zabieg nie ma tak wielkiego znaczenia bez pozycji GPS, to wraz z nią można wszystko. Kontrolować wszystko co robimy. Można też zdalnie mordować ludzi za pomocą bezzałogowych dronów (Trochę mnie poniosła fantazja), czy rakiet. Na wyposażeniu wojska są kamery termiczne wykrywające to co się dzieje przez grubą ścianę, nie ukryjesz się. Przecież gdyby dodać to tego fejsa, przez którego za pomocą szkodliwego oprogramowania można wydobywać informację, to rząd może wydać rozkaz i wiedzą o tobie wszystko, nie uciekniesz k🤬a. Internet stał się Matrixem, jeden klawisz i elementowi popełnia się samobójstwo za pomocą jakiegoś agenta.



Nie wspominam już o tym, że każdy telefon komórkowy bez problemu również da się namierzyć, za pomocą zwykłych wież nadających sygnał GSM i do tego rodzaju technologi ma dostęp policja dla której to 10 min roboty (bez nakazu). Poza tym wszędzie obecny jest monitoring.

Ja wymieniłem tylko technologie które znamy, a co tymi które nie znamy a są na wyposażeniu tajnych służb, wojska, czy choćby całego rządu? (Internet to początkowo też był wojskowy wynalazek ujawniony dopiero jakieś 30 lat po odkryciu)

Mam nadzieję że po napisaniu tego postu nie przyjdą do mnie panowie z czarnych garniturach i nie popełnią mi samobójstwa.



To nie fikcja, to jest tu i teraz, niestety.

Frytki

konto usunięte2013-10-12, 12:06
Gruby afroamerykanin(potocznie gruba małpa)przyrządza frytki


Jak powszechnie wiadomo post nie ma na celu obrażać kogokolwiek w galaktyce

Dobry uczynek

~Sunday2013-10-12, 15:41
Opis był w obcym języku, ale z tego co zrozumiałem to staruszka zasłabła na przejściu, a ta wesoła parka pomogła jej się z niego usunąć.

Przetrwanie w dżungli

onlinegamer2013-10-12, 20:07
Polak przeżył trzy tygodnie w "zielonym piekle"

Naval to jeden z polskich komandosów, który wziął udział w ekstremalnym trzytygodniowym kursie zorganizowanym w Belize przez brytyjskie wojska specjalne. Przebieg trudnego kursu opisał w książce „Przetrwać Belize”, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Znak. Jak wspomina, dżungla to miejsce, w którym człowiek, bez odpowiedniej wiedzy, nie ma najmniejszej szansy na przeżycie.

- Człowiek, w pojedynkę, nie ma szans na wygranie z „zielonym piekłem”. Bez praktycznej wiedzy, jak przetrwać, jest skazany na porażkę – mówi Naval, były operator jednostki GROM. Komandos, który w rozmowie z Onetem opi­suje szkolenie w dżungli w Belize, podkreśla, że odbywało się ono w bardzo trudnych warunkach. - Podczas tego treningu zdobyliśmy wiedzę, którą inni wcześniej okupili swoją krwią. To doświadczenia zgromadzone przez kilka­dziesiąt pokoleń ludzi – dodaje.

Z Navalem, byłym operatorem GROM-u, autorem książki „Przetrwać Belize”, rozmawia Przemysław Henzel.

Przemysław Henzel: Jak trudno jest przetrwać Belize? Piszesz, że to pot, zmęczenie i krew… ale, z drugiej strony, także „cholerna satysfakcja”.

Naval: To kwestia podejścia. A podejście żołnierzy Wojsk Specjalnych każe nam dostrzegać nie problem, ale wyzwanie, któremu należy stawić czoła. Wykonujemy bardzo ciężką robotę, która jednocześnie jest dla nas źródłem ogromnej satysfakcji. Gdy pojawiła się możliwość wyjazdu, nie postrzegaliśmy Belize jako kraju, który można zwyczajnie odwiedzić, lecz jako kraj, w którym mamy szansę, by sprawdzić jak przeżyć w ekstremalnych warunkach.

Każdy komandos, przechodząc selekcję, trafia do „piekła” co najmniej kilka razy. Twoim pierwszym „piekłem” była selekcja do „Firmy”, czyli do GROM-u. Jak ta selekcja różniła się od ćwiczeń w Belize?

Selekcja do „Firmy”, a ćwiczenia w Belize to dwie różne sprawy, które ciężko ze sobą porównać. Selekcja do GROM-u była dla mnie o wiele ważniejsza niż wyjazd do Belize, bo to możliwość rozpoczęcia pracy w „Firmie” była dla mnie furtką do innego świata, którego dotąd nie znałem. Wyjazd na szkolenia zagraniczne, np. do Ameryki Środkowej, był następstwem służby w GROM-ie - muszę podkreślić, że bez tego, nie byłby w ogóle możliwy. Poza tym, z tego, co wiem, byliśmy jedyną ekipą z Polski, która wzięła udział w szkoleniach w tym kraju; na pewno byliśmy tam pierwszymi polskimi żołnierzami, bo przed nami nikt tam nie pojechał.

Trafiliście do Belize na międzynarodowe ćwiczenia wraz z m.in. Kenijczykami, Norwegami, Czechami czy Kanadyjczykami. Co trzeba było zrobić, by zakwalifikować się na kurs w tym doborowym towarzystwie?

Tego typu szkolenia organizuje wiele armii na całym świecie. Szkolenie w Belize otwierało przed nami zupełnie nowe możliwości. To była kwestia decyzji dowództwa dotycząca tego, czy takie szkolenie będzie potrzebne polskim żołnierzom; dopiero po dokonaniu tej oceny odpowiedzieliśmy pozytywnie na to zaproszenie. Takie treningi są bardzo cenne nie tylko ze względu na możliwość „sprawdzenia się”, ale są również doskonałą okazją do nawiązania cennych kontaktów i podpatrzenia technik stosowanych przez żołnierzy z innych państw.

Po przybyciu do Belize zakwaterowano was w bazie British Army Training Support Unit Belize (BATSUB). Jakie warunki panowały na miejscu? Piszesz, że tropik zaskoczył nie tylko Kenijczyków.

W pewnym sensie warunki klimatyczne można porównać do wizyty turystycznej. Gdy tylko otworzyły się drzwi samolotu, przekonaliśmy się, że w Belize jest dwa razy bardziej duszno i dwa razy bardziej wilgotno, niż w innych miejscach, w których dotąd byłem. Jestem doświadczonym żołnierzem, widziałem już kawałek świata, ale muszę przyznać, że warunki pogodowe w tym kraju są bardzo trudne. Ujmując to krótko – klimat w Belize daje w kość.

Wspominasz w swojej książce, że belizyjska dżungla przypomina nieco Bieszczady, w których nasi żołnierze przechodzą szkolenie z zielonej taktyki.

Tak, obydwa miejsca można ze sobą porównać, mając oczywiście także świadomość różnic. Pamiętam, że angielscy komandosi ćwiczący w Bieszczadach określali to miejsce mianem „Polish Fu*** Jungle”. Ale w Belize radziłem sobie jednak troszkę lepiej, bo miałem ze sobą maczetę, która wyrąbywałem nam przejście pośród gęstej roślinności. To wprawdzie była bardzo ciężka robota, ale w inny sposób nie da się przebyć tej drogi.

Belize to bardzo niebezpieczne miejsce ze względu na faunę i florę. Jak bardzo we znaki dawały się Wam pająki, skorpiony, węże czy trujące rośliny?

Wszyscy mieliśmy świadomość, że nie jesteśmy w tej dżungli sami. Nasze mundury były spryskane różnymi specyfikami odstraszającymi np. komary czy mrówki. Często zdarzały się jednak ugryzienia, ale dzięki zawartości naszych apteczek jakoś dawaliśmy sobie z tym radę. Cały czas sprawdzaliśmy czy spodnie są włożone do butów, bo gdyby coś dostało się pod nasze mundury, to nie byłoby zbyt wesoło. Ciekawą rzeczą były także praktyki żołnierzy z Belize – podczas gdy my, kładąc się do snu, staramy nie zmieniać naszego otoczenia, Belizyjczycy, zanim się położą, dokładnie oczyszczają „legowisko” - aż do samej ziemi. Nikt nie chce ryzykować bliskiego i bolesnego spotkania z miejscową florą i fauną.

A jak podczas szkolenia wyglądały warunki pogodowe?

Z nieba często lała się woda, skutecznie uprzykrzająca nasze noce, które spędzaliśmy w hamakach. W ciągu jednej nocy deszcz padał średnio cztery razy. Dodatkowo, każdego dnia przechodziła kolejna ostra burza, która sprawiała, że spora część dżungli zmieniała się w bagniste błoto. Często oznaczało to dla nas konieczność przedzierania się w przez trudny teren, brodząc po kolana w błocie. Tu nieważne, jakim jesteś twardzielem – wszystko zmienia się, gdy do twojego hamaka, podczas ulewy, ni stąd, ni zowąd, wlewa się nagle wiadro wody; co gorsza, w dżungli w nocy jest cholernie zimno.

Który sprzęt był w takim razie najważniejszy - hamak czy maczeta?

Hamak to jedyny słuszny pomysł na spędzanie nocy Belize, tutaj spanie na ziemi jest zbyt niebezpieczne. Hamaki to zresztą niemalże belizyjska tradycja narodowa, można je zobaczyć w całym kraju. Hamak po prostu trzeba się nauczyć poprawnie rozkładać, moje zmagania z tym sprzętem były początkowo „pie*** czarną komedią”. A maczeta jest konieczna, jeśli myślisz poważnie o przedarciu się przez dżunglę. Ostrzyłem ją kilka razy dziennie, by była ostra jak brzytwa. Samo wyrąbywanie sobie drogi do przodu to upiornie ciężka robota, ale wykonywałem ją, gdy szedłem z przodu; chłopaki z oddziału musieli jednak zmieniać mnie co jakiś czas.

Nie byliście również specjalnie rozpieszczani pod względem kulinarnym…

Tak, racje żywnościowe pakowaliśmy na siedem dni, co oznaczało, że jeśli źle rozplanowałeś posiłki, to pod koniec tygodnia maszerowałeś głodny. Ale specjalnie nie narzekałem, tym bardziej że trafiła się nam uczta z upolowanych pancerników i zebranych owoców. Smak mięsa po kolejnych wyczerpujących odcinkach marszu był po prostu czymś fantastycznym.

Która część kursu w Belize była dla Ciebie najważniejsza?

Podczas tego treningu zdobyliśmy wiedzę, która inni wcześniej okupili swoją krwią. Mieliśmy okazję zapoznać się z praktycznymi doświadczeniami kilkudziesięciu pokoleń belizyjskich Indian. To było dla mnie coś niezwykłego, mogliśmy zdobyć „pierwotną wiedzę”, umożliwiającą nam przetrwanie w tym trudnym terenie. Najciekawsze były dla mnie szkolenia z polowania w dżungli i budowania pułapek na zwierzęta i na ludzi. Mogliśmy także dokładnie zapoznać się z roślinami mającymi właściwości lecznicze, które mogą uratować ci życie, oraz z roślinami, których lepiej nawet nie tykać. Pod tym względem czuję nawet pewien niedosyt, bo uważam, że takich zajęć mogło być więcej. Ale na pewno cenne jest to, że dzięki wiedzy innych osób, nie musisz wszystkiego sprawdzać na sobie, bo może być to dość bolesne i raczej niebezpieczne.

Czy podczas szkolenia często dochodziło do niebezpiecznych sytuacji związanych np. z użyciem ostrej amunicji podczas strzelania?

Naszym największym przeciwnikiem była dżungla, a nie broń. Broni używaliśmy właściwie tylko na strzelnicy, podczas gdy przez dżunglę przedzieraliśmy się aż trzy tygodnie. Walka o przetrwanie polegała na przeżyciu w trudnych warunkach, w co wpisuje się także ryzyko, ale to stały element naszej pracy.

Który dzień był dla Ciebie najtrudniejszy?

Dzień, w którym wracaliśmy z Blue Creek do naszego obozu. Szedłem już na resztkach paliwa, brakowało nam wody. Stanęliśmy przez prawdziwą ścianą pnączy, w której pokonaniu pomogli nam Belizyjczycy. Prawie całkowicie odwodniłem organizm, uratował mnie specjalny żel energetyczny. To była sytuacja, w której idziesz już tylko siłą woli, ale pomimo zmęczenia, udało się nam dotrzeć do celu.

Belize to miejsce, w którym obecne jest Voodoo i bogowie Majów. Wasze szkolenie było starciem człowieka i stworzonej przez niego techniki z wszechogarniającą naturą. Kto wychodzi zwycięsko z takiego starcia?

Patrząc na sprawę całościowo, nasza cywilizacja wygra starcie z naturą, ale człowiek, w pojedynkę, nie ma szans na wygranie z tym „zielonym piekłem”. Bez praktycznej wiedzy, jak przetrwać, jest skazany na porażkę.

Wcześniej służyłeś m.in. w Iraku. Co w takim razie powiesz o dżungli?

Iraku i Belize nie da się nawet porównać. W Iraku byłem na wojnie, w Belize – na szkoleniu, i dlatego towarzyszyła mi nieco inna świadomość tego, co na mnie czeka. W dżungli musiałem walczyć z przyrodą, niebezpiecznymi zwierzętami i roślinami, podczas gdy w Iraku zastanawiałem się czy np. w naszą bazę trafi rakieta, bo w trakcie operacji to my ustalaliśmy warunki... To były zagrożenia zupełnie innego rodzaju, ale operatorzy są szkoleni, by stawić czoła takiemu ryzyku.

Po trzech tygodniach wyszliście z dżungli ubłoceni, odchudzeni, zarośnięci i „pachnący zgnilizną”. Jak bardzo trening jest wyczerpujący w sensie fizycznym?

Szkolenie w Belize było dość wyczerpujące. Doskonałym dowodem na to może być fakt, że w ciągu tych trzech tygodni schudłem aż o 9 kilogramów; w rezultacie, odbudowanie mojej masy ciała, zajęło mi dwa miesiące.

A jak było w wymiarze psychicznym? Wspominasz, że już po pierwszych trzech dniach szkolenia poczułeś się „dziwnie zagubiony”…

Nie miałem żadnych obaw, choć trafiłem do miejsca, którego wcześniej zupełnie nie znałem. Nie było strachu, to była fascynacja – nie tylko ze względu na program szkoleń, ale także ze względu na niezwykłe miejsce, w którym te szkolenia się odbywały. To było coś, o czym zawsze marzyłem, i dostałem możliwość spełnienia tego marzenia.

Jak wypadliście na tle żołnierzy z innych państw?

Nie robimy takich porównań. Już wcześniej mieliśmy okazję ćwiczyć z Niemcami czy Kanadyjczykami. Znamy swoje możliwości bojowe, każdy z naszych krajów specjalizuje się w czymś innym. Ciekawe było obserwowanie żołnierzy z Kenii czy Bangladeszu, czyli z krajów reprezentujących inną kulturę; okazywało się na przykład, że byli świetni, jeśli chodzi o walkę w dżungli, ale, jeśli chodzi o walkę w terenie miejskim, to już nie tak do końca.

Najwięksi twardziele to chyba Ghurkowie służący od lat w brytyjskich siłach zbrojnych… Oni znają chyba Belize jak własną kieszeń.

Tak, o nich mogę powiedzieć same dobre słowa. Są skuteczni, wytrzymali i nieustępliwi. Świadczyć może o tym mecz, jaki rozegraliśmy z nimi podczas pobytu w Belize. Gdy któryś z nas był przy piłce, obok natychmiast pojawiało się kilku Gurkhów, którzy robili wszystko, by ją odebrać – aż do skutku. To bardzo zacięty i wytrwały naród, oni po prostu nie odpuszczają. Nie dziwię się, że Brytyjczycy już w XIX wieku zaprosili ich do służby w swojej armii.

Jak naukę wyniosłeś z „zielonego piekła” Belize?

To była zarówno przygoda, jak i zdobywanie praktycznych doświadczeń. Podczas ćwiczeń testowaliśmy przede wszystkim nasz sprzęt, nie musieliśmy specjalnie sprawdzać siły swoich charakterów, bo to już zostało zrobione podczas selekcji do GROM-u. W Belize poznaliśmy podstawy walki w dżungli i radzenia sobie w tym nieznanym nam dotąd terenie, co było dla nas cennym doświadczeniem.

Czy, Twoim zdaniem, szkolenie w takiej dżungli powinno być obowiązkowe dla żołnierzy Wojsk Specjalnych?

Nie chciałbym tu wchodzić w niczyje kompetencje, takie szkolenie jest niezwykle cenne pod względem zapoznawczym. Nasi żołnierze szkolą się w wielu państwach na całym świecie, ale, biorąc pod uwagę względy geopolityczne, nie sądzę, by była potrzeba wysyłania regularnego wojska do państw Ameryki Południowej.

Planujesz może powrót do Belize w najbliższej przyszłości?

Tak, myślę, że będzie to możliwe po 2014 roku. Jestem już „emerytem”, jeżdżę trochę po świecie, a Belize jest tym miejscem, które z pewnością jeszcze odwiedzę.

wiadomosci.onet.pl/prasa/polak-przezyl-trzy-tygodnie-w-zielonym-piekle/4r79e

O kibicach

konto usunięte2013-10-12, 19:52


Nie taki kibic głupi, jak go malują.

Z różnych stron możemy usłyszeć, że kibic piłkarski to w gruncie rzeczy niewykształcony, głupi człowiek. Niektórzy wspierają tę opinię, inni z nią walczą. Jednak ostatnio zmierzono się z tym w profesjonalny sposób. Jaki jest, więc fan futbolu?

Ekstraklasa S.A. wspólnie z Millward Brown SMG KRC przeprowadziła badania, które objęły reprezentatywną grupę 3000 osób. Celem było ustalenie, kim jest kibic piłki nożnej by móc sprostać jego oczekiwaniom.

Jak się okazało fani piłkarscy, oglądający mecze na żywo, są dobrze wykształceni. Raport na ten temat mówi:

Kibice, którzy oglądają mecze na stadionach, to najczęściej osoby młode i co ważne, lepiej wykształcone niż przeciętny Kowalski. Ponad 50 proc. ma mniej niż 34 lata, prawie 60 proc. z nich to osoby z wyższym i średnim wykształceniem.

Oprócz tego fani ze stadionów to osoby częściej uprawiające sport. Nie chodzi tu o siłownie i sztuki walki. Badania wyrażają się jasno:

Kibice piłkarscy, zwłaszcza ci, którzy oglądają mecze na stadionach, to też osoby zdecydowanie bardziej aktywne sportowo niż statystyczny Polak. Ponad 54 proc. z nich w miarę regularnie uprawia sport; najchętniej jeżdżą na rowerze, biegają, pływają lub grają w piłkę nożną. To prawie trzykrotnie więcej niż w całej populacji. W Polsce regularne uprawianie sportu deklaruje 20 proc. Polaków.

Sport nie jest jedyną dziedziną, w której fani futbolu wykazują się aktywnością.

Kibice piłkarscy, a zwłaszcza ci, którzy oglądają mecze na stadionie, to osoby, które częściej sięgają po gazety, słuchają radia, korzystają z internetu. Ci, którzy chodzą na stadiony, to też osoby dużo bardziej zaawansowane technologicznie. Korzystają z najnowszych mediów: częściej posiadają tablety, telefony komórkowe z internetem. 70 proc. ze stadionowych kibiców sięga po codzienne gazety, ponad 80 proc. regularnie korzysta z internetu, prawie 1/3 ściąga regularnie aplikacje na telefon, co dziewiąty posiada tablet w domu, a prawie 60 procent posiada konto na portalu społecznościowym

- mówi nam dalsza część raportu.

Wyniki badania mogą być dla wielu zaskoczeniem. Od dawna jednak wiadomo, że kibice to grupa o największym przekroju społeczeństwa. Wśród nich znajdują się bezrobotni, osoby na wysokich stanowiskach, dobrze wykształceni i słabsi intelektualnie. Ciężko jest zmienić panującą opinię na temat fanów piłki nożnej, bo nie kreuje ją rzeczywistość, lecz media.

źródło: Ekstraklasa piłkarskiego biznesu 2013

wmeritum.pl

Jak dla mnie środowiska kibicowskie są bardzo skrajne, znajdzie się jeden debil i na jego podstawie, różne organizacje,którym kibice nie są przychylni, będą budować obraz całej reszty kibiców.

Człowiek Sowa

konto usunięte2013-10-12, 19:42
Martin Joe Laurello urodził się w Norymberdze (Niemcy) w 1886 roku. Na świecie znany był jako "Człowiek-sowa" albo "Człowiek z obracającą się głową", po tym, jak zademonstrował możliwość obrócenia swojej głowy o 180 stopni.
Urodził się ze skrzywieniem kręgosłupa i to właśnie dzięki temu mógł aż tak odwracać głowę. Kiedy mężczyzna przekręcał głowę, jego kręgosłup przybierał kształt znaku zapytania.
Warto zauważyć, że gdy to robił, mógł pić, ale nie mógł oddychać.

na filmiku człowiek sowa i giętki człowiek

Oznaczenia wiekowe materiałów są zgodne z wytycznymi
Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji

Oświadczam iż jestem osobą pełnoletnią i wyrażam zgodę na ukrycie oznaczeń wiekowych materiałów zamieszczonych na stronie
Funkcja pobierania filmów jest dostępna w opcji Premium
Usługa Premium wspiera nasz serwis oraz daje dodatkowe benefity m.in.:
- całkowite wyłączenie reklam
- możliwość pobierania filmów z poziomu odtwarzacza
- możliwość pokolorowania nazwy użytkownika
... i wiele innnych!
Zostań użytkownikiem Premium już od 4,17 PLN miesięcznie* * przy zakupie konta Premium na 6 miesięcy. 6,00 PLN przy zakupie na jeden miesiąc.
* wymaga posiadania zarejestrowanego konta w serwisie
 Nie dziękuję, może innym razem