📌 Ukraina ⚔️ Rosja Tylko dla osób pełnoletnich - ostatnia aktualizacja: 2 minuty temu
Wrzesień 2013
PN WT ŚR CZ PT SO ND
1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30
Październik 2013
PN WT ŚR CZ PT SO ND
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
Listopad 2013
PN WT ŚR CZ PT SO ND
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30

Dobry niemiec

zjerycha2013-10-09, 13:08
Historia prawdziwa opowiedziana w zajebisty sposób poprzez film z gry war thunder, której to mamy tu sporo fanów



Poniżej troszkę przydługawy opis całej historii dla ciekawskich. Jednocześnie proszę moderatorów o nieprzenoszenie tematu do dokumentalnych, ponieważ poniższy opis jest jedynie bonusem do przedstawionego filmiku i prezentacji umiejętności autora tegoż to dzieła.
Cytat:

Rycerz przestworzy
Niemcy, okolice Bremy, 20 grudnia 1943 roku.
Powiew zimnego powietrza i jego świst we wnętrzu postrzelanego bombowca sprawiły, że ranny pilot odzyskał przytomność. W samą porę – Latająca Forteca nieubłaganie traciła wysokość i właśnie znajdowała się na pułapie 300 metrów. Jeszcze minuta, a roztrzaskałaby się o ziemię.
Pilot sięgnął ku wolantowi, ale natychmiast syknął z bólu i opuścił ramię. Miał przestrzelony prawy bark. Chwycił więc wolant lewą ręką i przyciągnął do siebie. Maszyna wyrównała lot.
Podporucznik Charles Brown z trudem rozejrzał się, by ocenić sytuację. Oba silniki na lewym skrzydle przestały działać. Tablica instrumentów wyglądała, jakby ktoś potraktował ją młotem kowalskim i opryskana była krwią. Nie działał także kompas. Z tyłu bombowca dochodziły jęki rannych. Dziób maszyny był rozbity, a w kadłubie ziały ogromne dziury. Drugi pilot porucznik Luke Spencer siedział bezwładnie na fotelu z głową przechyloną na bok. Był nieprzytomny, ale raczej z powodu braku tlenu, niż ran.
Przez kabinę przeleciał złowrogi cień. Podporucznik Brown spojrzał w górę i znieruchomiał z przerażenia. Dostrzegł sylwetkę niemieckiego myśliwca.
Messerschmitt wykonał koło nad zmasakrowanym bombowcem i zrównał się z nim. Podporucznik Brown spojrzał ze zdziwieniem na jego pilota. Machał do niego ręką, jakby chciał mu coś przekazać.

Podczas I Wojny Światowej piloci wojskowi byli absolutną elitą sił zbrojnych każdego państwa. Tworzyli osobną kastę ludzi, którzy dokonali tego, o czym człowiek marzył od tysiącleci. Wznosili się ku niebiosom na swoich niezwykłych maszynach powodując niekłamaną zazdrość u żołnierzy z innych rodzajów broni.
Istniał wśród nich silny etos i etyka walki, którym większość z nich była wierna. Często zdarzało się, że po walce powietrznej zwycięzca lądował koło zestrzelonej maszyny przeciwnika, wyciągał go z wraku i wzywał pomoc. Atakowanie bezbronnego, czy strzelanie do ludności cywilnej było nie do pomyślenia.
Wystarczyło nieco ponad dwadzieścia lat, by ów etos trafił do lamusa. Podczas II Wojny Światowej lotnicy Luftwaffe masakrowali cywilów z karabinów maszynowych i strzelali do alianckich pilotów ratujących się na spadochronach.
Ci zresztą nie pozostawali im dłużni. Polscy i brytyjscy piloci zazwyczaj nie oszczędzali niemieckich lotników wyskakujących z płonących Dornierów, czy Heinkli.
Nie musieli nawet do nich strzelać. Wystarczyło trącić skrzydłem opadającego na spadochronie pilota, albo przelecieć koło niego na pełnym gazie. Podmuch powietrza plątał spadochron i nieszczęsny lotnik spadał na ziemię jak kamień.
Nieliczni piloci pozostali wierni staremu kodeksowi etycznemu. Jednym z nich był Oberleutnant Franz Stigler – myśliwski as Luftwaffe.
Rankiem 20 grudnia 1943 roku kilkadziesiąt bombowców B-17 „Latająca Forteca” 379 Grupy Bombowej US Army Air Force wystartowało z bazy lotniczej RAF Kimbolton w hrabstwie Cambridgeshire. Ich celem była Brema, a konkretnie – zakłady zbrojeniowe produkujące myśliwce FW-190. Misja była niezwykle trudna – zakłady w Bremie były częstym celem alianckich rajdów bombowych i wskutek tego Niemcy obstawili je gęsto stanowiskami artylerii przeciwlotniczej. W pobliżu stacjonowało także kilka dywizjonów myśliwskich.
Jeden z bombowców o nazwie „Ye Olde Pub” był pilotowany przez 21-letniego podporucznika Charlesa Browna. Był to jego debiut jako dowódcy Latającej Fortecy.
Powietrzna armada skierowała się na północny wschód i po kilku godzinach lotu nad Morzem Północnym skręciła na południe wlatując nad terytorium Niemiec. Bombowce wspięły się na wysokość 8 kilometrów i rozpoczęły zbliżanie do celu.
Niemieccy artylerzyści szybko dali o sobie znać. Obok Latających Fortec zaczęły wykwitać małe, brudne obłoczki pękających pocisków przeciwlotniczych. „Ye Olde Pub” porządnie oberwał w tym ostrzale. Jeden z silników na lewym skrzydle przestał działać, inny zaczął dymić, a pleksiglasowa osłona na dziobie samolotu była podziurawiona jak sito odłamkami pocisku. Mimo uszkodzeń samolot utrzymał się w formacji i razem z pozostałymi rozpoczął bombardowanie.
Kiedy bomby poszły w cel podporucznik Brown zorientował się, że zniszczenia dokonane przez artylerię przeciwlotniczą są większe, niż początkowo przypuszczał. Jeden silnik stracił bezpowrotnie, w innym musiał zmniejszyć ciąg do minimum, system elektryczny był uszkodzony, a instalacja tlenowa zaczynała szwankować. „Ye Olde Pub” musiał opuścić formację i na własną rękę wracać do Anglii.
Samotny bombowiec z dymiącymi silnikami został natychmiast spostrzeżony przez pilotów niemieckich myśliwców. Opadła go chmara kilkunastu Messerschmittów i Focke-Wulfów. Z jedenastu karabinów maszynowych Fortecy działały trzy – dwa w górnej wieżyczce oraz jeden z trzech umieszczonych w strzaskanym dziobie. Reszta po prostu zamarzła.
Na wysokości 8 kilometrów, na którą wspiął się bombowiec panowała temperatura minus 60 stopni Celsjusza.

Mimo tego ledwo trzymający się w powietrzu bombowiec podjął walkę. Podporucznik Brown tak manewrował Fortecą, by rozbić szyk nieprzyjacielskich maszyn, a trzy karabiny maszynowe nieustannie pluły ogniem. Strzelcom pokładowym udało się zestrzelić dwie wrogie maszyny.
Atak trwał około 10 minut, a bombowiec odniósł podczas niego nowe rany. Obydwa silniki na lewym skrzydle przestały działać, a jeden z tych na prawym skrzydle dymił niemiłosiernie. Instalacja tlenowa była w strzępach, podobnie jak elektryczna. Tablica instrumentów była kompletnie strzaskana i zachlapana krwią – jeden z pocisków trafił podporucznika Browna w bark, przebił go i utkwił w niej. Tylny strzelec sierżant Hugh Eckenrode nie żył, a trzej inni członkowie załogi byli ciężko ranni. Właściwie – cała załoga odniosła rany, u trzech z nich były one jednak wyjątkowo ciężkie.
Pociski z Messerschmittów i Focke-Wulfów wyrwały potężne dziury w kadłubie i w bombowcu powstał ogromny, mroźny przeciąg.
Najgorsze skutki miało uszkodzenie instalacji tlenowej. Członkowie załogi zaczęli po kolei tracić przytomność. Ostatnią rzeczą, jaką zapamiętał Charles Brown był ostry przechył samolotu na prawe skrzydło. Potem zapanowała ciemność.
Odzyskał przytomność, kiedy bombowiec był na wysokości około 300 metrów. W ostatniej chwili zdrową ręką chwycił ster i wyrównał lot. Wobec zniszczenia instrumentów nawigacyjnych załoga Fortecy była jak zagubiony wędrowiec – nie mieli pojęcia, gdzie lecieli. Czy na północ, ku zbawczemu morzu, czy też wgłąb Niemiec.
Niestety – lecieli wgłąb Niemiec. Na domiar złego przelecieli nisko nad jednym z lotnisk wojskowych.
Porucznik Luftwaffe Franz Stigler z Jagdgeschwander 27 (27 Dywizjonu Myśliwskiego) uzupełniał właśnie paliwo w swoim Messerschmitcie Bf-109, kiedy zobaczył samotny bombowiec lecący na wysokości kilkuset metrów i wlokący za sobą warkocz dymu. Przerwał tankowanie, machnął ręką do kolegów biegnących w stronę swoich maszyn i krzyknął:
- Ja go wezmę!
Tamci przystanęli. Istotnie, na tak uszkodzony bombowiec w zupełności wystarczy jeden Messerschmitt.
Franz Stigler wspiął się do kabiny, zapuścił silnik i pokołował na początek pasa. Tego dnia uczestniczył już w walce – zestrzelił dwie Fortece z tej samej formacji, w której leciał „Ye Olde Pub”. Teraz wietrzył kolejne, trzecie zwycięstwo tego dnia, które oznaczało pewne odznaczenie Krzyżem Rycerskim.
Był asem Luftwaffe. Walczył wcześniej w północnej Afryce i miał na koncie 28 zestrzelonych maszyn.

Messerschmitt szybko nabrał wysokości i dogonił dymiącą Fortecę. Ustawił się za nią i położył palec na przycisku ur🤬amiającym karabiny maszynowe.
Nagle przed oczami stanęła mu postać jego dowódcy z Afryki. Ten weteran I Wojny Światowej zawsze powtarzał swoim pilotom „Pamiętajcie, że jesteście rycerzami przestworzy. Jeśli dowiem się, że któryś z was otworzył ogień do człowieka na spadochronie, wówczas osobiście go zastrzelę”.
Franz cofnął kciuk ze spustu. Ten postrzelany, bezbronny bombowiec był właśnie takim lotnikiem na spadochronie. Podleciał nieco bliżej. Przez dziury w kadłubie mógł zajrzeć do wnętrza maszyny. Zobaczył jak kilku rannych członków załogi opatruje trzech nieprzytomnych kolegów. Zbliżywszy się nieco bardziej zobaczył ochlapaną krwią kabinę pilota i Charlesa Browna walczącego z uszkodzonymi sterami. Przez ułamek sekundy patrzyli sobie w oczy.
Franz szybko domyślił się dlaczego bombowiec leci w złym kierunku. Zaczął machać do pilota, a kiedy zwrócił jego uwagę dał mu znak, by leciał za nim. Po czym wykonał skręt o 180 stopni, na północ.
Charles zrozumiał intencje niemieckiego pilota, chociaż nadal nie mógł uwierzyć własnym oczom…

Kiedy znaleźli się nad Morzem Północnym Franz jeszcze raz zbliżył się do kabiny Fortecy, zasalutował i wrócił do Niemiec. Lecący na jednym silniku bombowiec cudem osiągnął brzeg Wielkiej Brytanii i wylądował na lotnisku w Seething w hrabstwie Norfolk. Lotnisko było bazą 448 Grupy Bombowej i członkowie załogi „Ye Olde Pub” natychmiast złożyli wyczerpujące zeznania przed amerykańskimi dowódcami. Nie pominęli oczywiście niezwykłego spotkania z Messerschmittem, który zamiast ich zestrzelić wskazał im drogę do domu.
Ku ich zdziwieniu ten fragment zeznań został utajniony, a im zabroniono o tym mówić pod groźbą kar.
Widocznie amerykańskim dowódcom nie mieściło się w głowie, że za sterami niemieckiego myśliwca mógł siedzieć rycerz, a nie bandyta.
Franz Stigler po powrocie do bazy nie pisnął ani słowem o tym, co się wydarzyło. Zameldował swoim dowódcom, że zestrzelił Fortecę nad morzem, a oni nie zadawali żadnych pytań.
Gdyby im powiedział, co zrobił zapewne stanąłby przed sądem wojennym i otrzymał karę śmierci.
Po wojnie podporucznik Charles Brown pozostał w Siłach Powietrznych USA i powoli piął się po szczeblach kariery. Przeszedł na emeryturę w 1972 roku w stopniu podpułkownika, zamieszkał na Florydzie i objął kierownictwo firmy zajmującej się opracowywaniem nowych modeli silników.
Widok Messerschmitta lecącego tuż obok jego postrzelanej Fortecy i wskazującego drogę do domu nie dawał mu spokoju. Postanowił za wszelką cenę odnaleźć pilota, który siedział za jego sterami.
Rozpoczął poszukiwania w 1986 roku. Pisał listy do niemieckich ministerstw obrony (RFN i NRD) i kontaktował się ze stowarzyszeniami skupiającymi byłych pilotów Luftwaffe. W 1990 roku jedno z nich umieściło jego list w wydawanym przez siebie periodyku. Wkrótce w odpowiedzi nań przyszła wiadomość z Kanady.
Okazało się, że Franz Stigler krótko po wojnie wyemigrował do Vancouver. Charles Brown natychmiast do niego napisał. Franz odpisał zawierając w swoim liście tyle szczegółów, że wszelkie wątpliwości się rozwiały. To on był tym rycerskim pilotem Messerschmitta. Dwaj byli piloci nawiązali ze sobą stały kontakt i jak nietrudno się domyśleć – zostali serdecznymi przyjaciółmi.
Franz został zaproszony na coroczne spotkanie weteranów 379 Grupy Bombowej, gdzie spotkał pięciu żyjących członków załogi Fortecy – żyjących tylko dlatego, że 47 lat wcześniej cofnął kciuk z przycisku ur🤬amiającego karabiny maszynowe myśliwca.
Za swój czyn odebrał wiele nagród od amerykańskich stowarzyszeń weteranów.

Spotkanie po latach.
Co ciekawe – Charles Brown nie otrzymał za swój heroizm żadnego odznaczenia. Dowództwo 448 Grupy Bombowej, które zebrało zeznania załogi Fortecy utajniło je do tego stopnia, że nie powiadomiło nawet bezpośrednich dowódców Charlesa i jego kolegów.
Charles Brown i Franz Stigler do końca życia pozostali serdecznymi przyjaciółmi, często odwiedzając się nawzajem.
Franz Stigler zmarł 22 marca 2008 roku. Charles Brown odszedł osiem miesięcy później – 24 listopada tego samego roku.

Ogniste ćwiczenia

Novac2013-10-09, 13:19
W Rosji ciągle podnoszą sobie poprzeczkę...



Ma ktoś może filmik?
Część materiałów na tej stronie jest widoczna tylko dla zalogowanych użytkowników
Zaloguj się lub zarejestruj aby je zobaczyć.
Zarejestruj się

Zostań użytkownikiem Premium - wyłącz reklamy i wspieraj serwis!

Biegiem po lepsze życie

konto usunięte2013-10-09, 19:59
Podczas wyprawy do USA podążałem legendarną Route 66, łączącą wschód z zachodem. Przede mną trasę tę przemierzyło tysiące ludzi w poszukiwaniu lepszego życia. Czas przyjrzeć się jednej z najciekawszych migracji w dziejach świata.



Bibliografia:
- John Mack Faragher, "The American West: A New Interpretive History", 2000r.
- Malcolm J. Rohrbough, „The Land Office Business: The Settlement and Administration of American Public Lands, 1789-1837", 1968r. (zasoby Uniwersytetu Oxford)
- William W. Savage, „The cowboy hero: his image in American history & culture", 1979r. (zasoby Uniwersytetu w Oklahomie)
- EyeWitness to History, "The Oklahoma Land Rush of 1889 and 1893", 2006r.
- William C. Davis, „The American Frontier", 1992r.
- William Willard Howard, „The Rush To Oklahoma", 1989r. (zasoby Uniwersytetu w Oklahomie)
- Eric F. Johnston, „The Life of the Native American", 2003r.

Najbardziej znane przerobione zdjęcia.

konto usunięte2013-10-09, 18:12
Unoszący się nad wodą śmigłowiec zostaje "zaatakowany" przez olbrzymiego rekina, a cała scena przypomina stopklatkę z filmu klasy "B".


Nie jest to jednak fragment dzieła "Megaszczęki kontra megamacki" (autentyczny, polski tytuł Mega Shark vs. Giant Octopus), tylko zabawna zdjęciowa manipulacja zrobiona przez Charlsa Maxella. Pochodzący z Republiki Południowej Afryki fotograf wkleił warstwę z rekinem na zdjęcie wykonane przez Lance'a Cheunga.

Potwór z Montauk


Na przełomie lipca i sierpnia 2008 r. ujawniono fotografie zwłok zwierzęcia nieznanego nauce. Pierwsza wzmianka o Potworze z Montauk i zdjęcia tego stworzenia pojawiły się 29 lipca 2008 r. na stronie internetowej Gawker.com. Podano, że opublikowane tam zdjęcia wykonała Christina Pampalone. Jednak już 31 lipca na wielu internetowych stronach zaprezentowano kolejne zdjęcia Potwora z Montauk, do których autorstwa przyznawała się Jenna Hewitt.

Niezwykły stwór zrobił błyskawiczną "karierę" w internecie. Wszyscy zadawali sobie pytanie o to, czy potwór z Montauk był rzeczywiście zwierzęciem nieznanego nauce gatunku? Może to jednak mutant, stworzenie z poważną wadą genetyczną, na co może wskazywać fakt, że zwłoki odkryto w pobliżu Plum Island Animal Research Facilities, ośrodka, gdzie eksperci badają choroby zwierząt.

Odpowiedzi na to pytanie udzielił znany amerykański biolog, Jeff Corwin. Zdaniem naukowca, to ciało szopa. Wygląda dość niezwykle z prostego powodu - przez dłuższy czas ulegało rozpadowi w pobliskim oceanie.

Zdjęcie z WTC


Krótko po ataku na WTC, to zdjęcie zaczęło zdobywać niezwykłą popularność w sieci. Pokazuje turystę stojącego na szczycie jednej z dwóch zniszczonych wież, do której zbliża się porwany przez terrorystów samolot. W rzeczywistości jest to żart węgierskiego turysty, Petera Guzliego, a zdjęcie powstało w 1997 roku. Samolot został dodany w jednym z programów graficznych.

Potwór z Loch Ness


Poszukując potwora, przeprowadzono mnóstwo badań, często z użyciem nowoczesnej aparatury, które miały dostarczyć dowodów na jego istnienie. Na razie żadne nie przyniosło jednak oczekiwanych rezultatów. Ale istniejące "fotografie" i "filmy" wciąż na nowo ożywiają dyskusję na temat Nessie.

Ta najsłynniejsza z nich to sprytnie wykonany fotomontaż. Zdjęcie powstało w kwietniu 1934 roku i jest dziełem płk. Roberta Wilsona, lekarza pracującego w Londynie. Wilson wracał z urlopu w północnej Szkocji, gdzie fotografował pociągi. Jak twierdził, znajdując się 5 km od Invermoriston, wysiadł z samochodu, gdy kręta szosa zbliżyła się na ok. 60 metrów do jeziora. Wówczas to, 250 metrów od brzegu, miał mu się ukazać dziwny obiekt. Wilson wykonał cztery zdjęcia, z których dwa okazały się nieudane. Na trzeciej fotografii widnieje obiekt przypominający długą szyję i małą główkę jakiegoś zwierzęcia.

Przez długi czas był to dla wielu osób dowód na prawdziwość tez o istnieniu Nessie. W rzeczywistości zdjęcie jest sprytnym i zmyślnym fotomontażem, którego kulisy zdradził jeden z jego twórców. To, w czym całe rzesze miłośników teorii spiskowych doszukiwało się szkockiego potwora, to w rzeczywistości gliniany model przyczepiony do zabawkowej łodzi podwodnej.

Tsunami w Azji w 2004 roku


Trzęsienie ziemi na Oceanie Indyjskim, które miało miejsce w 2004 roku, wywołało olbrzymią falę tsunami. Przerażające zdjęcie obiegło globalną sieć błyskawicznie, pokazując jak destrukcyjny i potężny może być żywioł.

Tak naprawdę jest to sprytna manipulacja - choć azjatyckie tsunami było jak najbardziej prawdziwe, to przedstawione obok zdjęcie zostało zmodyfikowane w programie graficznym.

Olbrzymi pies


Fotografia, którą sprzedawały liczne serwisy zdjęciowe, reklamując ją jako ilustrację największego psa w historii. Widoczny po lewej stronie koń jest niewiele większy od spacerującego obok psa. Herkules, bo tak wabi się gigantyczny pies, to mastiff angielski.

Według jego właściciela, zwierzak waży, bagatela, 128 kilogramów, a obwód jego szyi wynosi 96,5 cm. Jest to o wiele więcej niż waga psów tej rasy. Właściciel Herkulesa zapewnia, że jego pupil urósł do tak monstrualnych rozmiarów w sposób naturalny.

I choć Herkules jest naprawdę dużym zwierzakiem, to zdjęcie widoczne obok jest modyfikowane w Photoshopie. I to, co ciekawe, przerabiane dość nieudolnie - między prawą ręką mężczyzny a jego talią widać próbę dorabiania tła i wymazywania warstw.

Inwazja gigantycznych pająków


Kiedy starszy szeregowy Sammy O'Gorman jechał na wojnę do Iraku, spodziewał się wszystkiego, ale nie tego, że tam zostanie ugryziony przez wielkiego pająka. Niestety tak się stało. Mężczyzna został zaatakowany przez pająka z gatunku "Solfuga". To wyjątkowo groźny pająk z gatunku drapieżnych zwierząt lądowych - tak pisał Fakt w 2004, obrazując tę historię widocznym po lewej stronie zdjęciem.

W rzeczywistości, jak tłumaczy autor fotografii, jest to zdjęcie, które oryginalnie wysłano w 2004 roku. Rozesłano je do agencji prasowych, aby wzbudzić sympatię do żołnierzy stacjonujących w Iraku. Miało pokazywać, że ciężki los wojaka to nie tylko walka z wrogiem w niesprzyjających warunkach, ale także konieczność zmierzenia się z olbrzymimi, prehistorycznymi pająkami, które miały atakować amerykańskie obozy w Iraku.

Nie było modyfikowane w programie do obróbki zdjęć - wykonano je z takiego kąta, aby pająka uczynić większym niż jest w rzeczywistości.

Oznaczenia wiekowe materiałów są zgodne z wytycznymi
Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji

Oświadczam iż jestem osobą pełnoletnią i wyrażam zgodę na ukrycie oznaczeń wiekowych materiałów zamieszczonych na stronie
Funkcja pobierania filmów jest dostępna w opcji Premium
Usługa Premium wspiera nasz serwis oraz daje dodatkowe benefity m.in.:
- całkowite wyłączenie reklam
- możliwość pobierania filmów z poziomu odtwarzacza
- możliwość pokolorowania nazwy użytkownika
... i wiele innnych!
Zostań użytkownikiem Premium już od 4,17 PLN miesięcznie* * przy zakupie konta Premium na 6 miesięcy. 6,00 PLN przy zakupie na jeden miesiąc.
* wymaga posiadania zarejestrowanego konta w serwisie
 Nie dziękuję, może innym razem