
Cyganie w Hogwarcie
- Do Gryffindoru.
|
|
|
Osiem lat wcześniej zmarł ojciec Pana Grzegorza. Rodzina zamówiła wówczas u zarządcy cmentarza grób głębinowy, ponieważ matka mężczyzny chciała po śmierci spocząć obok męża. Najprawdopodobniej ktoś wówczas nie wykonał zamówienia, a grób wykopano płytszy i tańszy. Nie zmieściłyby się w nim dwie trumny. Z ustaleń reporterów TTV wynika, że grabarz wyciągnął trumnę pochowanego osiem lat wcześniej ojca pana Grzegorza, jego zwłoki ukrył w worku, worek zaś porzucił niedaleko w krzakach i dla niepoznaki przykrył narzędziami. - Z tego co słyszałem, chcieli żeby wszystko było dobrze, po odejściu wszystkich żałobników chcieli wrzucić worek ze zwłokami ojca na trumnę mamy i zasypać ziemią - mówił w reportażu TTV Grzegorz Pawłocki Podczas niedawnego pogrzebu matki Pana Grzegorza, rodzina zmarłej zorientowała się jednak, że w grobie nie ma trumny z ciałem ojca. Jego zwłoki odkryli nieopodal pod krzakami. Jak informuje w reportażu TTV asp. sztab. Robert Wajda z cieszyńskiej Komendy Powiatowej Policji w Cieszynie - Na miejsce tego zdarzenia został automatycznie wysłany technik kryminalistyki, grupa dochodzeniowo-śledcza, jak również pracownik stacji sanitarno-epidemiologicznej, pod którego nadzorem były wykonywane czynności. Policja pod nadzorem prokuratory prowadzi w tej sprawie śledztwo, zarzutów jeszcze nikomu nie postawiono. Grabarz i jego pomocnik dostali naganę i zostali odsunięci od obowiązków.
– Podszedłem po pogrzebie do grabarzy, którzy w spokoju koło zwłok mojego taty jedli śniadanie i zapytałem, co to ma znaczyć? Powiedzieli, że nic się przecież nie dzieje. I że ciało ojca włożą na wierzch trumny z ciałem mamy. Potem jeszcze dodali, że ojciec świetnie się zachował. Wystarczyłoby wyprać garnitur i mógłby iść na imprezę – opowiada wciąż roztrzęsiony pan Grzegorz.
Do szpitala papieskiego w Zamościu w ciężkim stanie trafił 32-letni zamościanin. Karetka zabrała go z ul. Polnej. Mężczyzna leżał na chodniku skuty kajdankami. Był nieprzytomny. Czy przyczynili się do tego mundurowi?
Wszystko działo się w Dzień Matki, 26 maja. Wieczorem (około godz. 19) dyspozytor pogotowia ratunkowego otrzymał zgłoszenie, że na ul. Polnej przytomność stracił młody mężczyzna i nie daje oznak życia. Potrzebna była pilna pomoc.
Karetkę wzywali policjanci. Zamościanin przestał oddychać, gdy funkcjonariusze próbowali go zatrzymać. Z relacji świadków wynika, że między zatrzymywanym a mundurowymi doszło do szarpaniny. Policja próbowała go obezwładnić. Nagle mężczyzna przestał oddychać. Nie wiadomo, czy stało się to podczas szarpaniny, czy dopiero gdy leżał na chodniku.
Co było powodem zatrzymania czynności życiowych u 32-latka? Czy mogli przyczynić się do tego interweniujący policjanci? A jeśli tak, to w jaki sposób? Nieoficjalnie dowiadujemy się, że mężczyzna, kiedy był przyjmowany do szpitala, miał otarcia i siniaki na ciele. Skąd się wzięły?
Na te i podobne pytania wciąż nie ma odpowiedzi.
Ekipa pogotowia, która przyjechała na miejsce, podjęła reanimację. Ratownikom udało się przywrócić akcję serca, jednak mężczyzna był wciąż nieprzytomny. W stanie bardzo ciężkim trafił na Szpitalny Oddział Ratunkowy w szpitalu papieskim. Lekarz dyżurny, który przyjmował pacjenta, o jego stanie i okolicznościach, w jakich zabrała go karetka, poinformował prokuraturę.