Wysłany:
2014-03-03, 13:17
, ID:
3005785
Zgłoś
Problem w tym, ze nie mamy czegos takiego jak "szkola bezpiecznej jazdy". Tak na prawde ten czlowiek za kierownica mogl dodac gazu i by sie uratowal przed slupem. Niestety jak to za zwyczaj bywa w sytuacji kryzysowej na drodze jest odruch wcisniecia hamulca do oporu. I ja nic nie mam do kierujacego, sam zachowal bym sie tak samo, albo gorzej. Chodzi o to ze powinnismy miec jakies miejsca na trenowanie "kontrolowanych poslizgow" bo nie kazdy jest "drifterem".