Motyw honorowej i ciekawej śmierci w historii
Dzelvl
• 2013-11-26, 21:05
43
Witam,
Jako, że to mój pierwszy temat chciałbym prosić o wybaczenie w kwestii ewentualnych potknięć w estetyce i wizualności tego przedsięwzięcia, a w zamian chciałbym zrekompensować te braki wartością merytoryczną tematu. Przytoczę tylko kilka przykładów ponieważ zupełnie nie wiem czy to się przyjmie i z jaką reakcją się spotka. bardzo chętnie serię kontynuowałbym ale to wszystko zależy od Was i administratorów. Nie wszystko znajdziecie w internecie także warto zerknąć okiem. Może powiem Wam coś, czego jeszcze nie wiecie. No to lecę, a Wy bądźcie dumni, Sadole, bo historia powinna budzić w nas dumę i zachwyt.. czasem też uśmieszek.
W Polsce ostatnio dużo się dzieje, dużo awantur, szranki, zamieszki, przepychanki. Odwaga kończy się na spaleniu tęczy i namalowaniu transparentu. Nie to co kiedyś.. Kiedyś ludzie żyli z pompą i z takową pompą umierali. Zerknijcie okiem..
Zacznę może od Pana, którego wszyscy powinni kojarzyć z obrazków z podręczników historii na każdym etapie szkolnictwa. Ten Pan - mianowicie - Król (królowa?
) Władysław Jagiełło nie zginął pompatyczną śmiercią ale z pewnością otarł się o nią w 1410 roku podczas bitwy pod Grunwaldem. Dowodząc swoimi oddziałami z pagórka niedaleko pola bitwy ze swoją strażą przyboczną w postaci Zbigniewa Oleśnickiego podówczas notariusza kancelarii królewskiej, natknął się na niebezpieczeństwo. Z walczących szyków wydostał się rycerz krzyżacki - ufając kronice Długosza - który szarżując na Jagiełłę został zabity złamaną rycerską kopią właśnie przez Oleśnickiego. Jagiełło popatrzył głęboko w oczy śmierci aczkolwiek w XV wieku oczy śmierci to analogicznie oczy słowika, którego słuchając w pobliskim lesie przeziębił się śmiertelnie, Staruszek. Zmarł 24 lata po bitwie pod Grunwaldem w wieku sędziwym lat ponad siedemdziesięciu.
Wspominając o Jagielle nie sposób nie wspomnieć o jego zaufanym rycerzy Zawiszy Czarnym z Garbowa, herbu Sulima. Wszystkich osiągnięć i zwycięstw Zawiszy nie sposób tutaj wymienić i wypisać aczkolwiek cechował się odwagą wielką, hartem ducha, niebywałą wytrzymałością i pełnym oddaniem. M.in. walczył pod Grunwaldem. Zginął w sposób niebywale honorowy i odważny. Po nieudanej i przegranej walce pod Gołąbcem, pod dowodzeniem Zygmunta Luksemburskiego odsłaniał odwrót tegoż władcy. Po przekroczeniu całej armii na drugą stronę rzeki, sam Zygmunt wysłał łódź dla Zawiszy i jego dwóch kompanów. Ten zupełnie to ignorując, odesłał łódź i razem z dwójką przybocznych wpadł w całą goniącą zań armię turecką. Pojmany w niewolę i skrócony o głowę w 1428 roku.
Kolejna postać niewątpliwie widziała na swoje oczy co najmniej raz Zawiszę Czarnego. Otóż mowa o Janie Husie. Jego śmierć może nie jest jakaś niebywale ujmująca, ale to jak do niej doszło - tak. Jan Hus, jako czeski protoplasta husytyzmu opartego o nauki Wiklefa - odłam religii koligujący z mocno zakorzenionym chrześcijaństwem uważany był za heretyka wręcz diabelskiej miary. Prócz tego, że preferował komunię pod dwoma postaciami i pozwalał na swobodne głoszenie i interpretację Słowa Bożego, zrównał również wobec prawa księży i świeckich (czyż nie piękny ruch religijny?
) to odrzucił polityczną władzę i autorytet papieża jakoby mieli oni wyjść prosto z boskich lędźwi. Ówczesnego papieża, a właściwie antypapieża oburzyło to na wskroś. Pod naciskiem ww. Zygmunta Luksemburskiego zwołał w 1414 sobór w Konstancji mający na celu osądzić Jana Husa. Tam też właśnie był Zawisza Czarny. Zygmunt Luksemburski zaś obiecał Husowi immunitet wysyłając "żelazny list" jakoby nie miał się bać w żaden sposób o swoje życie. Tylko wyznanie win, szybka akcja, przyznanie się do błędów i wracamy do domu. Żelazny list złamano i Hus spłonął na stosie rok później ze słowami Kyrie eleison na ustach. A szkoda.
Moim faworytem jest polski magnat, hetman wielki koronny Stanisław Żółkiewski. Zwycięzca kampanii przeciwko Rosji, Szwecji, Imperium Osmańskiego i Tatarom. W chwili śmierci miał 73 lata. To zadziwiające, jak Nam, młodzieży i osobom dorosłym doskwiera lenistwo i "nicniechciejstwo". A ileż trzeba się Nas naprosić, a ileż nabłagać abyśmy żarówkę wymienili, meble skręcili czy posprzątali auto. A Pan Stanisław w wieku lat 73 wywijał dziarsko mieczem pod Cecorą w 1620 roku podczas wyprawy na Mołdawię przeciwko Turkom. Wprawdzie bitwę przegrał aczkolwiek podczas odwrotu swoich wojsk zawrócił nagle konia - a że oczytany był, wykształcony i obyty w literaturze i historii starożytnej - uczynił gest jak starożytny bohater (zgadnijcie który). Zostając jako nieliczny na polu bitwy, zszedł ze swojego konia i poderżnął mu gardło na znak, że wcale nigdzie się nie wybiera i zginie tutaj, na polu bitwy. I zginął, niebywale odważnie i szlachetnie. Głowa odesłana sułtanowi wisiała nad drzwiami jego pałacu ponad dwa lata.
Nie chciałbym jakoś faworyzować XV wieku tak też cofnę się w historii o czterysta lat i zaskoczę Was pewną historią. Mianowicie w Anglii dnia 25 września 1066 roku spotkały się dwie armie, angielska i norwescy wikingowie pod Stamford Bridge. Bitwa była zaskoczeniem dla wikingów, którzy podzieleni po dwóch stronach rzeki Derwent odpoczywali sobie wrześniowego wieczora. Ci na zachód stanowili swoistą ścianę, a Ci na wschodzie wraz ze statkami przy pobliskim nabrzeżu odpoczywali sobie zostawiając swoje wyposażenie i bronie na statkach - przecież kto chciałby się bić w tak piękny wieczór? Armia angielska po prostu i bez kozery zaskoczyła wikingów. Ci na zachodniej stronie albo walczyli albo uciekali przez most próbując dostać się do większej części swojej armii albo sięgnąć po większą część wyposażenia. W tym też czasie na pomost wszedł nordycki gigant nieznany z imienia, który chciał powtórzyć Termopile. Przejście było na tyle wąskie, że spokojnie odpierał ataki kolejnych anglików pozwalając swoim kompanom na przygotowanie się do bitwy. Zginął dopiero wtedy gdy poirytowana armia angielska puściła jednego człowieka łódką wzdłuż rzeki i wtem zadał Odważnemu Wikingowi śmiertelną ranę wciskając włócznię od spodu mostu pomiędzy drewniane listwy - według kroniki anglosaskiej.
Dziękuję!
Pierwsza piątka postaci ciekawych i nietypowych!
Doceniajcie i pamiętajcie o poległych. Tylko pamięcią możemy ich uczcić, a jest co czcić.
Jako, że to mój pierwszy temat chciałbym prosić o wybaczenie w kwestii ewentualnych potknięć w estetyce i wizualności tego przedsięwzięcia, a w zamian chciałbym zrekompensować te braki wartością merytoryczną tematu. Przytoczę tylko kilka przykładów ponieważ zupełnie nie wiem czy to się przyjmie i z jaką reakcją się spotka. bardzo chętnie serię kontynuowałbym ale to wszystko zależy od Was i administratorów. Nie wszystko znajdziecie w internecie także warto zerknąć okiem. Może powiem Wam coś, czego jeszcze nie wiecie. No to lecę, a Wy bądźcie dumni, Sadole, bo historia powinna budzić w nas dumę i zachwyt.. czasem też uśmieszek.
W Polsce ostatnio dużo się dzieje, dużo awantur, szranki, zamieszki, przepychanki. Odwaga kończy się na spaleniu tęczy i namalowaniu transparentu. Nie to co kiedyś.. Kiedyś ludzie żyli z pompą i z takową pompą umierali. Zerknijcie okiem..
Zacznę może od Pana, którego wszyscy powinni kojarzyć z obrazków z podręczników historii na każdym etapie szkolnictwa. Ten Pan - mianowicie - Król (królowa?
Wspominając o Jagielle nie sposób nie wspomnieć o jego zaufanym rycerzy Zawiszy Czarnym z Garbowa, herbu Sulima. Wszystkich osiągnięć i zwycięstw Zawiszy nie sposób tutaj wymienić i wypisać aczkolwiek cechował się odwagą wielką, hartem ducha, niebywałą wytrzymałością i pełnym oddaniem. M.in. walczył pod Grunwaldem. Zginął w sposób niebywale honorowy i odważny. Po nieudanej i przegranej walce pod Gołąbcem, pod dowodzeniem Zygmunta Luksemburskiego odsłaniał odwrót tegoż władcy. Po przekroczeniu całej armii na drugą stronę rzeki, sam Zygmunt wysłał łódź dla Zawiszy i jego dwóch kompanów. Ten zupełnie to ignorując, odesłał łódź i razem z dwójką przybocznych wpadł w całą goniącą zań armię turecką. Pojmany w niewolę i skrócony o głowę w 1428 roku.
Kolejna postać niewątpliwie widziała na swoje oczy co najmniej raz Zawiszę Czarnego. Otóż mowa o Janie Husie. Jego śmierć może nie jest jakaś niebywale ujmująca, ale to jak do niej doszło - tak. Jan Hus, jako czeski protoplasta husytyzmu opartego o nauki Wiklefa - odłam religii koligujący z mocno zakorzenionym chrześcijaństwem uważany był za heretyka wręcz diabelskiej miary. Prócz tego, że preferował komunię pod dwoma postaciami i pozwalał na swobodne głoszenie i interpretację Słowa Bożego, zrównał również wobec prawa księży i świeckich (czyż nie piękny ruch religijny?
Moim faworytem jest polski magnat, hetman wielki koronny Stanisław Żółkiewski. Zwycięzca kampanii przeciwko Rosji, Szwecji, Imperium Osmańskiego i Tatarom. W chwili śmierci miał 73 lata. To zadziwiające, jak Nam, młodzieży i osobom dorosłym doskwiera lenistwo i "nicniechciejstwo". A ileż trzeba się Nas naprosić, a ileż nabłagać abyśmy żarówkę wymienili, meble skręcili czy posprzątali auto. A Pan Stanisław w wieku lat 73 wywijał dziarsko mieczem pod Cecorą w 1620 roku podczas wyprawy na Mołdawię przeciwko Turkom. Wprawdzie bitwę przegrał aczkolwiek podczas odwrotu swoich wojsk zawrócił nagle konia - a że oczytany był, wykształcony i obyty w literaturze i historii starożytnej - uczynił gest jak starożytny bohater (zgadnijcie który). Zostając jako nieliczny na polu bitwy, zszedł ze swojego konia i poderżnął mu gardło na znak, że wcale nigdzie się nie wybiera i zginie tutaj, na polu bitwy. I zginął, niebywale odważnie i szlachetnie. Głowa odesłana sułtanowi wisiała nad drzwiami jego pałacu ponad dwa lata.
Nie chciałbym jakoś faworyzować XV wieku tak też cofnę się w historii o czterysta lat i zaskoczę Was pewną historią. Mianowicie w Anglii dnia 25 września 1066 roku spotkały się dwie armie, angielska i norwescy wikingowie pod Stamford Bridge. Bitwa była zaskoczeniem dla wikingów, którzy podzieleni po dwóch stronach rzeki Derwent odpoczywali sobie wrześniowego wieczora. Ci na zachód stanowili swoistą ścianę, a Ci na wschodzie wraz ze statkami przy pobliskim nabrzeżu odpoczywali sobie zostawiając swoje wyposażenie i bronie na statkach - przecież kto chciałby się bić w tak piękny wieczór? Armia angielska po prostu i bez kozery zaskoczyła wikingów. Ci na zachodniej stronie albo walczyli albo uciekali przez most próbując dostać się do większej części swojej armii albo sięgnąć po większą część wyposażenia. W tym też czasie na pomost wszedł nordycki gigant nieznany z imienia, który chciał powtórzyć Termopile. Przejście było na tyle wąskie, że spokojnie odpierał ataki kolejnych anglików pozwalając swoim kompanom na przygotowanie się do bitwy. Zginął dopiero wtedy gdy poirytowana armia angielska puściła jednego człowieka łódką wzdłuż rzeki i wtem zadał Odważnemu Wikingowi śmiertelną ranę wciskając włócznię od spodu mostu pomiędzy drewniane listwy - według kroniki anglosaskiej.
Dziękuję!
Pierwsza piątka postaci ciekawych i nietypowych!
Doceniajcie i pamiętajcie o poległych. Tylko pamięcią możemy ich uczcić, a jest co czcić.
. Więc ledwo co przytomny wszedłem do niej do domu po wcześniejszym uprzedzeniu żebym był cicho bo mamuśka śpi. Wszystko gra wchodzę, pies zaczął na mnie szczekać, było słychać, że matka wstaje z łóżka, ściągam buty (zimowe- co po pijaku staje się niemożliwe po ciemku) no i... jak się nachylałem wyj🤬em twarzą w metalową miskę psa, rozbiłem łeb. To nie było najgorsze. Koleżanka mnie pozbierała i wciągnęła na łóżko. Matka wyszła po chwili w majtkach i przeźroczystej koszulce z tekstem: kto to jest? On jest kompletnie pijany. Zabieraj go stąd! A na to Ania: jak mam go zabrać przecież nie dojdzie nawet. Zaczęła się tłumaczyć, ja ledwo co widzę na oczy,przebudziłem się i z tekstem do jej matki: Ja nie dojde? Kładź się maleńka z szyderczym śmiechem. Po chwili uświadomiłem sobie, że to spory błąd. Zaczęła na mnie krzyczeć i wyj🤬a mnie z mieszkania i wróciłem z buta cały up🤬lony z krwi i błota bo gdzieś po drodze się przewróciłem. Na drugi dzień dostałem smsa, że będę musiał długo naprawiać to co zepsułem. Załagodziłem sytuację i przyjaźń dlalej trwa.. Pytałem, czy mogę przyjść przeprosić jej mamę ale na razie lepiej nie ryzykować bo pewnie jeszcze emocje nie puściły z tego co mówiła. Poczekam pare dni i zrobię podejście z kwiatami... Czekajcie na dalszą część historii.
) i pyta się mnie czy wszystko okej, ja jej odpowiadam, że tak, wszystko w porządku, po czym zaczyna mi się kręcić w głowie oraz mam wrażenie, że zaraz zasnę, wiec szybko do niej wyp🤬alam z tekstem "pani doktor, nie najlepiej się czuje" i jeb, zasnąłem. (tak, właśnie w tym momencie moje serce przestało bić zupełnie, tętno wynosiło 0 i trwało tak przez 3 minuty i 14 sekund - musiałem zapamiętać. Uczucie jest zajebiste, muszę przyznać, lepsze niż orgazm araba z koza. Po prostu się zasypia i nic więcej, jest Ci błogo, i za każdym razem kiedy mi się zatrzymywało serce (w sumie było już 7 razy) to za każdym razem miałem jakiś sen) no ale koniec gadki szmatki, budzę się, i taki wk🤬iony (bo miałem sen o byłej dziewczynie z która byliśmy ładne 2 lata i było cudownie, póki nie odkryła w końcu, że jednak jestem pop🤬lony