JoSeed napisał/a:
Dlatego w cywilizowanych krajach wymyślono okna życia. Tam jeszcze na to muszą poczekać...
Raczej się nie doczekają.
Wietnam jest pod tym względem dość specyficzny - porzucenie dziecka jest tam surowo karane, bez względu na okoliczności. Zostawienie dzieciaka w szpitalu, skończyłoby się odsiadką, więc niechciane dzieci, trafiają najczęściej pod opiekę kogoś z dalszej rodziny, kto dzieci mieć nie mógł lub miał tylko jedno (od lat 90-ych do czerwca br. w Wietnamie obowiązywała, polityka 2 dzieci). Przy czym, jest to rodzaj na wpół zalegalizowanego handlu, gdyż nowi opiekunowie, muszą zapłacić matce, choćby symbolicznie, za dziecko i wręczyć odpowiednią "opłatę" urzędnikom za sporządzenie "właściwego" aktu urodzenia. Oczywiście, istnieje też "czarny rynek" nie do końca legalnych adopcji do USA, Tajlandii i Chin. Cena za dziecko, to równowartość 500 do 1000 USD (oczywiście, prawnicy w Stanach, wyciągną znacznie więcej od adoptującej rodzinki).
Niestety, w takim przypadku, jak na filmie, dzieciak ma przerąbane. Państwo prowadzi zaledwie kilka przepełnionych sierocińców i chętnie się wyręcza sierocińcami przy buddyjskich świątyniach, które w ostatnich latach zasłynęły z głośnych afer odnośnie traktowania podopiecznych.
Jeżeli chodzi, o wschodnią Azję, zadziwiającym wzorcem do naśladowania, stały się ostatnio Chiny. Mimo, że pierwsze okna życia, pojawiły się dopiero w 2011 roku, a w latach 2014 - 2015, wiele ich zamykano, ze względu na nadmiar dzieci, które tam trafiały (rekordem było, gdy tylko w kwietniu 2014 roku, do jednego okna, przy Szpitalu Centralnym w Guangzhou, trafiło 364 dzieci).
Obecnie, okna życia, znajdują się przy wszystkich szpitalach położniczych i większych szpitalach ogólnych, a nawet niektórych większych ośrodkach zdrowia (przychodniach dzielnicowych), także tych na prowincji. Oczywiście, w każdym przypadku, policja stara się ustalić matkę i okoliczności, ale matka nie podlega jakiejkolwiek karze. W ogóle, o ile nie doszło do poważnego przestępstwa (gw🤬tu, pedofilii, uprowadzenia...), to policja i władze nie drążą mocno tematu.
Z drugiej strony, w określonych okolicznościach, np. bieda, czy problemy w domu rodzinnym lub gdy matka jest ofiarą przestępstwa, nawet po tak desperackim kroku, jak próba porzucenia dziecka, może liczyć na wsparcie psychologa i tzw. opiekunki rodzinnej (koszty pokrywa szpital) oraz organizacji pozarządowych, przy przychylnym oku lokalnych władz (państwowych ośrodków dla ubogich, samotnych matek, nie ma). To przychylne oko, oznacza nie robienia trudności w papierologii - jest to chyba jedyny przypadek, gdy władze nie stawiają problemów ze zmianą hukou, tj. restrykcyjnego, chińskiego "meldunku", np. z wiejskiego na miejski; co oznacza lepszy dostęp do rynku pracy, żłobka, przedszkola, itp...
P.S.
Liczbę sierot w Wietnamie, szacuje się na 1 milion, podczas, gdy w Chinach - 500 tysięcy.
Natomiast, liczbę samotnych matek w Chinach, na 30 milionów. - Brak danych na temat Wietnamu.
To daje do myślenia , szczególnie uwzględniając wielkość populacji obu krajów.