Mojego czarnego z ulicy (na przystanku autobusowym pani z budki hamburgerowej go znalazła pod przyczepą) przejechał tir. Skurczybyk też był dobry, musieliśmy go z mamą ściągać z słupa telekomunikacyjnego. Od rana było słychać cholerne miałczenie

dopiero po obiedzie przez przypadek go zauważyłem. Szkoda mi jak o nim myślę, taki pocieszny był.